Żegnaj lato, zapraszamy znów za kilka miesięcy…

            Przedostatni weekend sierpnia pełen był ciepłego słońca ukazując na wrzosowiskach jakże miłą dla oka paletę barw, od bladego różu począwszy, na głębokiej purpurze skończywszy. Jaka decyzja? Ruszamy – to oczywiste! Chwila oczekiwania na coraz bardziej zaniedbanej, a tak potrzebnej stacji kolejowej w „naszym” Pęckowie i w drogę, po nowe wrażenia i nową przygodę.

            Spore zdziwienie wywołał w nas widok nowoczesnego pociągu, wyglądem zbliżonego do poznańskiej „Pestki”, z pełną elektroniką i, co tu dużo ukrywać, zdecydowanie niewielką przestrzenią dla podróżnych stojących lub tych z bagażem. Czy więc skończyły się czasy starych składów i pełne nerwów myśli „A jeśli znów nie dam rady otworzyć drzwi i pojadę dalej?”. Sentyment do starych pociągów, nierzadko piętrusów, jednak pozostał, mamy więc nadzieję, że nadal przemierzają puszczańskie szlaki. Sprawdzimy podczas kolejnej wyprawki.

            100_6998Wysiadłyśmy w Miałach z plecakami pełnymi wody (ciepły dzień + spore piachy przed nami) i kijami trekkingowymi w dłoniach. Będąc w tej pełnej uroku wiosce nie sposób nie wspomnieć o dawnej tragedii – wielkim pożarze puszczy (którego łunę obserwowaliśmy opuszczając rowerami Borzysko Młyn), a także o wykolejeniu się tutaj cystern pełnych chemikaliów i kilku innych katastrofach. Wszystko to zapisało się na kartach historii wioski i oby nie powtórzyło się więcej.

Skierowałyśmy nasze kroki na wąską dróżkę biegnącą wzdłuż torów, która doprowadziła nas do ubitej drogi w okolicach jeziora Wielkiego. Wspomnienia znów odżyły, w wodach tego jeziora chłodziliśmy nasze ciała po licznych dawnych wyprawkach w tej części puszczy. Ruszyłyśmy na południowy wschód w kierunku dawnej osady Żelazko. Co się tam znajdowało i skąd ta nazwa? Przyjaciel na pewno wiedział. Z czasem i my posiądziemy tę wiedzę. Po drodze, raz po raz mijałyśmy grzybiarzy, choć zaglądając w ich koszyki przekonałyśmy się, że jeszcze trochę wody spaść musi, by koszyki zapełnić grzybami. Nie możemy się już doczekać własnych zbiorów i pięknego zapachu suszu wypełniającego cały dom. Przyjaciel nie przepadał za grzybobraniami. Wolał patrzeć przed siebie („Co też znajduje się za tamtym wzgórzem?”) lub wypatrywać ptaków na polskim niebie.

100_7013

Tyle zostało z osady Żelazko

            100_7011Ale, ale – oto przed nami Żelazko. Tak przynajmniej wnioskujemy z mapy, bo śladów w terenie znaleźć nam się nie udaje. Jedyne punkty orientacyjne to mocno zardzewiałe drogowskazy na Miały i Mężyk, z których raczej niewiele da się odczytać – pozostaje tylko się domyśleć. Łyk wody i idziemy dalej, wśród pięknych, młodych brzózek i wszechobecnych wrzosów. Jeszcze trochę marszu, trochę piachów, kilka skuterków wzniecających kłęby kurzu, rytmiczne odbicia kijków i docieramy do Mokrza. Wielkim plusem i dobrodziejstwem tej maleńkiej osady jest stacja PKP. Mokrz to doskonała baza wypadowa w głąb puszczy, to możliwość dotarcia pociągiem  m.in. do Wronek, Poznania, Krzyża. Już z daleka widać wieżę przekaźnikową i słychać gwizd pociągów.

Z Mokrza zamierzamy dostać się czerwonym szlakiem do Wronek. Kierować się można głównie mapą, kompasem, własną pamięcią i intuicją, gdyż znak informujący o skręcie szlaku ukrył się w gęstwinie krzaków, a kolejny dostrzegamy po przejściu ok. 1 km. A przecież szlak powinien być znakowany tak, aby z jednego punktu widać było kolejny. Drogie PTTK – nie zapominajcie o wędrowcach w puszczy. Etap Mokrz – Wronki jest najkrótszym odcinkiem naszej wędrówki. Znów napotykamy grzybiarzy i kierowców mknących w stronę Mokrza, którym nawet przez myśl nie przejdzie zmniejszenie prędkości i uchronienie wędrowców przed pyłem. No nic, schodzimy z drogi takim rajdowcom, choć bardzo wybija nas to z rytmu.

            To, że zbliżamy się do Wronek zauważamy po zwiększonej liczbie śmieci przy drodze. Po pewnym czasie dochodzi do tego charakterystyczny szum miasta, dźwięki muzyki dobiegające ze stadionu; w końcu naszym oczom ukazuje się wroniecki cmentarz. Przejście przez miasto to w gruncie rzeczy „najtrudniejsza” część wyprawy. Spragnione drzew i ciszy, czym prędzej przemykamy w stronę osiedla Borek, za którym w las wchodzi czerwony szlak w kierunku Obrzycka. Ten ostatni, 12-kilometrowy odcinek jest nam dobrze znany. Od wczesnego dzieciństwa bardzo często przemierzaliśmy tę trasę pieszo, rowerami lub na nartach. Sporo się zmieniło. Wronki się „wydłużyły”, w lesie przybyło kilka rezydencji. Mijają nas dwie biegające panie, zauważamy ślady kijków trekkingowych – cieszy nas to niezmiernie.

100_7023

100_7021

            Powoli wyczerpują się zapasy wody, nogi zrobiły się jakby cięższe, ramiona też już zmęczone. Zauważamy charakterystyczny skręt w lewo, którym dotrzeć można do nieczynnego już, a dawniej pełnego magii stanowiska koła łowieckiego, gdzie przy dźwiękach szemrzącego strumienia można było nad ogniem ogrzać zmarznięte dłonie czy upiec kiełbaski. Wielka szkoda, że miejsce to przeszło już do historii. Po pewnym czasie docieramy do znajomej „górki koźmińskiej”, by już po chwili ujrzeć zabudowania dawnej stacji PKP – Ordzin. Dlaczego „Ordzin”, a nie „Koźmin” skoro znajduje się w Koźminie? Budynek, jeszcze niedawno zamieszkały, dziś popada w ruinę, a wiosenny pożar znacznie nadszarpnął  jego wizerunek. Znajdujemy się w okolicach Koźmina, a w oddali już zauważamy komin gorzelni w pobliskim Obrowie. To kolejny znak, że zbliżamy się do domu.

            100_7024Po niedługim czasie docieramy w okolice dawnej leśniczówki na Bugaju, mijamy strumień, uchodzący kilkaset metrów dalej do Warty i skręcamy w lewo, by jak najdłużej cieszyć się lasem. Idąc prosto wyszłybyśmy na ul. Wroniecką, a wędrówka szosą nie byłaby już tak przyjemna. Dlatego troszkę na „szagę”, przy dźwiękach latającej gdzieś nad naszymi głowami motolotni, przemykamy lasem w stronę cmentarza, by odwiedzić jeszcze Przyjaciela.

            Zmęczone, ale pełne wrażeń, pełne wiatru we włosach i piachu w butach docieramy do domu. Tam, racząc się kofeiną, wymieniamy wrażenia z ponad 30-kilometrowej trasy i planujemy kolejny, pewnie już jesienny wypad. Kobusz? Zobaczmy. Twoje zdrowie, Przyjacielu!

                                                                                              Magda

Reklamy

Informacje o mus

puszcza notecka z nami od dziecka
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Żegnaj lato, zapraszamy znów za kilka miesięcy…

  1. Grażka pisze:

    To był piękny dzień. G.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s