Uwaga, oni patrzą na nas

     Wyobrażam sobie taką sytuację: do niewielkiej grupki umęczonych turystów przemierzających okolice Sierakowa podchodzi obrośnięty, postarzały pustelnik i pyta: Kim jesteście ? Najpierw zdębiałem, widząc barbarzyńcę, ale potem przeleciałem w myślach stulecia od Karola Wielkiego i Mieszka I aż po  dziś i śmiało odpowiedziałem: Europejczykami jesteśmy; Polonia, Polonia, Cracovia, Calisia, Varsovia, Europa; E-u-r-o-p-a. A więc niech się  święci 1 Maja oraz Vivat Maj – 3 Maj! Czy to błogi raj dla Polaków – zobaczymy. Matki naszych ojców i mam doczekałyby się(czyli nasze babcie, gdyby żyły) „Polski od morza do morza, a co drugi dzień  święto”.

 

    Zamieszkaliśmy więc w nowym imperium, jak to imperium długo przetrwa, diabli wiedzą, wszak nic nie jest wieczne. Jak będzie – zobaczymy. Na razie wiemy jak jest. No więc widzę niedaleko Miałów luksusowe połączenie auta z domem letniskowym. Sympatyczni Holendrzy podziwiają Puszczę, lasy jakich w Niderlandach nie zobaczysz. Coś ich jednak męczy. Po kilku piwach zaczynam orientować się, że kampowóz ma wypełniony po brzegi zbiornik na ścieki i oni chcieliby go gdzieś  opróżnić. No i szukają oczyszczalni ścieków z punktem zlewczym. Ot i problem. Wreszcie znajduję znajomego właściciela knajpy nad jednym z jezior, który zgadza sięna wylanie zawartości do swego szamba. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie widok beczkowozu, który następnego dnia wywoził ścieki z tegoż szamba do najbliższego lasu. Próbowałem odwrócić ich uwagę, modliłem się o orła bielika na puszczańskim niebie, ale chyba wszystko widzieli.

   

    Innym razem obozowaliśmy na puszczańskim polu biwakowym. Na biwaku namioty, gdzieniegdzie rower, mnóstwo aut. Na skraju polany kilka rodzin z Niemiec. Znowu pogawędki o lasach, o przyrodzie, prawie w ogóle nic o polityce, trochę  historii (w okolicy znajdują się ślady po niemieckich wioskach, są groby z gotyckimi napisami, zatarte nazwiska, jakaś  poezja nagrobna). Dla obu „stron” to już  dawne czasy. Nadchodzi wieczór. Słusznie się go obawiałem. No i zaczęło się: z pobliskiej Piłki dowozi się  piwo, ale nie tylko to. Zabawa zaczyna się  rozkręcać i mimo głębokiej nocy kilka wielkopolskich „wesołych” rodzin urządza pozostałym mieszkańcom pola coś pomiędzy spóźnionym Sylwestrem a balem  hodowców drobiu (przepraszam hodowców z okolic Obrzycka, ale wiem jak bywało tu i ówdzie). Niemcy patrzą na to wszystko, nie śpiąc całą noc, jak większość. Widzę rano ich zażenowanie, udawanie, że nic się nie stało. Ale głupio tak. Przy lunchu dowiadujemy się, że niechby tylko ktoś u nich próbował rozrabiać głośniej na niemieckim osiedlu czy w innym miejscu. O biwaku tym bardziej nie wspominając. Jest czas pracy, ale przychodzi czas odpoczynku. No i skończyła się ta koszmarna noc. Nastał ranek i kilka pań z Poznania czy Krakowa poszło się myć do niewielkiego jeziora. Woda długo pieniła się od szamponów i innego pachnącego paskudztwa wylewanego obficie na polskie słabo myte ciała. Tego już było nam za wiele, ale przed wyjazdem przeszliśmy jeszcze „próbę koszy na śmieci”, których nikt bardzo długo nie opróżniał i które wypełnione po brzegi różnym paskudztwem stały w otoczeniu setek różnych doraźnych odpadów zwiezionych tam przez kolejną falę poszukiwaczy przygód.

     

     Strach mnie ogarnia na myśl o wyglądzie poboczy nowych szos wiodących w głąb Puszczy. Dawniej wyprawka autem z takich Miałów do Kwiejc była małą próbą charakteru i odporności nerwowej kierowcy. Teraz trwa kilkanaście minut i można worek ze śmieciami   okno auta nawet nie zwalniając. I robią to tak cwanie, że w mieszaninie bezużytecznych śmieci nie znajdziesz jednego śladu, który mógłby naprowadzićna drania. Jeśli czasami uda się to jakiemuś upartemu policjantowi lub gminnemu Sherlockowi Holmesowi, to winowajca tak doskonale udaje zdziwienie, że przysłowiowe ręce opadają i litość brać zaczyna patrząc na takiego gagatka. Skąd niby jego poznańskie śmieci aż tu, w głębi lasów? No właśnie – skąd? Ano; stamtąd.

   

     W innym miejscu dawniej cichym, pięknym i spokojnym na powierzchni kilkudziesięciu hektarów stoi kilkaset domków kampingowych. Żadnej kanalizacji, prymitywne szamba, sąsiad zagląda drugiemu w talerz, ale jest wesoło. Szczególnie w soboty, bo wówczas gra muzyka i jest dyskoteka. Muzyka – rozumiemy – na cały regulator, co tam paręset decybeli więcej. W przyjeziornej knajpie interes idzie jak należy: sezon krótki, wiadomo, najlepiej zarobi się na wódce. Potem długo w nocy ciągną się zakrapiane biesiady, śpiewy (kiedy troje śpiewaków śpiewa na cztery głosy), wyścigi samochodowe po wypitce, chuligańskie wybryki i niszczenie mienia, kradzieże, głupie żarty z podpalaniem lasów na czele i wiele, wiele innych niedobrych rzeczy.

   

     To wszystko znosimy z uporem, zaciskamy zęby, choć chciałoby się zastrzelić takiego drania jak przysłowiowego psa. I tylko widząc autko z nietypową rejestracją czujemy się głupio – po prostu wstydzimy się za rodaków. A Europa patrzy na to. Nie miejmy złudzeń; patrzy uważnie i wyciąga wnioski.

 

                                                                                     Marek Musiał

                                                                         (artykuł z maja 2004 roku)

Reklamy

Informacje o mus

puszcza notecka z nami od dziecka
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s