Puszczańskie losy

puszczańska wydma

(listopad 2004)

Opowiadali mi chojańscy przyjaciele o folwarku Ochodza, którego ślady do połowy lat siedemdziesiątych znajdowano nad łąkami za jeziorem Radziszewskim. Zanim puszcza z XVIII i XIX wieku zamieniła się w leśną uprawę, wypasano na jej terenie owce. Skoro były owce – było i owcze mleko, a także owcze sery. Skrzyżowanie dróg za jeziorem skryło pod lichym asfaltem resztki czegoś w rodzaju glinianego pieca, mocno okopconego. Tak to zapamiętałem. Może służył do podgrzewania owczego mleka? Na Ochodzy (a może na OCHŁODZY?) było miejsce wytchnienia po całodziennych zmaganiach zwierząt z puszczańskimi wydmami. Wśród cienistych starych świerków i brzóz odpoczywały tu owce i pasterze. A że wędrówki po wydmach wymagają niezłej kondycji, wie ten, kto dzisiaj spróbowałby się przedostać choćby z Chojna do Dębogóry lub Kobusza, ale na przełaj. Dokuczliwy jest brak wody, którą trzeba dźwigać po wydmach i dolinach. Dla owiec utrudzonych całodziennym wędrowaniem w poszukiwaniu smacznych kąsków runa leśnego wykopano więc w środku borów głęboką studnię, której ocembrowane resztki i głęboki lej dały nazwę okolicy. Mamy więc na mapie powiatu szamotulskiego Starą Studnię przy zielonym szlaku z Mokrza do Kobusza, mniej więcej na wysokości Chojna-Błot. Tyle tylko, że odnalezienie jej wśród młodników i mchów graniczy z cudem.

 

Owce spędzały całe miesiące wśród borów w towarzystwie pasterzy, którzy ochraniali je przed wilkami. A pasterze są zawsze tacy sami: lubią żyć wesoło. Z pewnością więc szukali najwyższych wzniesień, aby nacieszyć oczy widokami aż po horyzont.

Najwyższe wzniesienia wykorzystywano często do stawiania na nich wież triangulacyjnych lub obserwacyjnych. Rząd Pruski dbał bowiem o wydawanie dobrych map. Bezlitosny czas zniszczył większość drewnianych wież obserwacyjnych, ale doceniono ich przydatność. Dlatego stawia się ich następczynie zaopatrzone w kamery. Często prosiliśmy ludzi czuwających nad bezpieczeństwem lasów o zgodę na wspólną obserwację lasów z góry. Szczególnie piękne widoki rozciągały się z wieży stojącej na Mnisiej Górze na północ od Jeziora Chojno. Widać było stamtąd kościoły Wronek, hutę szkła w Sierakowie, wzgórza w okolicy Chrzypska i Izdebna, a przede wszystkim inne wieże obserwacyjne. I tę na Błotach, ledwie widoczną niby zapałka, i tę pomiędzy Szostakami i Borzyskiem, której słupy straszyły dziurami jak w serze, i tę w okolicy Głuchowca, tajemniczą i odległą, i wreszcie tę pod Wronkami, blisko szosy.

A wieże triangulacyjne? Po większości zostały betonowe obeliski ze znakami triangulacyjnymi. Opowiadali mi chojanie o takiej wieży spalonej przez piorun, która stała na wzgórzu pomiędzy Chojnem a Dębogórą. Na szczytowej polanie podobno często wygrzewały się w słońcu żmije, które niejednemu zagubionemu grzybiarzowi napędziły stracha. Szukałem jej długo. Wiele razy wydawało mi się, że to już to miejsce, ale spalona wieża okazywała się szczątkami myśliwskiej ambony. Aż wreszcie udało się. W środku oddziału numer 162 ubiegłoroczny zrąb odkrył górę, o jakiej marzy każdy szukający bliskości sfer niebieskich. Na szczycie kamień geodezyjny i betonowy słup. Świetny widok w kierunku leżącego za Wartą Chrzypska i okalających je wzgórz. Bliżej prawie wszystko zakrywają rosnące ku niebu młodniki.

Na zachodzie ledwie widać wieżę telefoniczną w Mokrzu. Gdyby wieża na Mnisiej Górze nie została rozebrana, byłaby widoczna na południowym zachodzie. Była doskonałym punktem orientacyjnym. Rozpadła się niestety i została rozebrana jako niebezpieczna, ale kto wie, co czeka to miejsce w przyszłości. Na południu doskonale widać Wzgórze Trzech Panien, w okolicy którego przepadły bez śladu trzy chojańskie piękności (podobno było to dawno, podczas epidemii cholery). Ktoś lubiący te lasy i lubujący się w horrorach znajdzie prawie w każdym miejscu coś ciekawego.

Najwyższe wzniesienie w okolicach Rzecina – Góra Rzecińska – znane było z pojawiającego się nagle ducha starej kobiety urozmaicającej zmęczonemu turyście wędrówkę opowieściami o śmierci. W innym miejscu koło Kobusza zamordowano dawno temu człowieka i każdy przechodzący tamtędy dla odczynienia złego uroku rzucał przy drodze gałązkę jedliny. Po latach powstała z nich sterta wielka jak stodoła. A w okolicach leśniczówki Samita taki sam stos gałęzi daremnie zakrywał rękę nieboszczyka, pomimo dokładania kolejnych warstw ręka zawsze wystawała. Tak ukarano wyrodnego syna. Ale to wszystko nic wobec upiora bez głowy ubranego na czarno, jeżdżącego na czarnym koniu w otoczeniu psiej sfory w okolicach pomiędzy Sierakowem a Piłką.

Powiedzą – bajki – ale radzę: kiedy znajdziesz się w okolicy Rzecina, nie oglądaj się za paniami, będąc koło Kobusza weź do plecaka zapas gałązek sosnowych i rzucaj tu i tam. Jeśli mowa o Kobuszu, to planowana jest nasza redakcyjna wyprawka mająca na celu odnalezienie resztek tej dużej puszczańskiej wsi. Dzisiaj jest tutaj spora polana, ale źródła historyczne potwierdzają, że osadnictwo zanikło dopiero w roku 1976, kiedy Politechnika Poznańska zlikwidowała działające od kilkudziesięciu lat schronisko. Mieściło się w dawnej gajówce, która ocalała. Wieś liczyła około 40 zagród, prawie w środku znajdowało się niewielkie jezioro. Dzisiaj jezioro w następstwie nieubłagalnych praw przyrody zamieniło się w łąki. Dzieci z Kobusza i niedalekich Gogolic chodziły do szkoły w pobliskiej Smolarni, gdzie znajdowała się także leśniczówka. Budynek spłonął w połowie lat siedemdziesiątych, ale nazwę przeniesiono na obiekt we wspomnianych Gogolicach. Tak więc w Gogolicach znajdziecie siedziby dwóch leśnictw: leśnictwa Gogolice w starej siedzibie i leśnictwa Smolarnia w zaadaptowanych zabudowaniach dawnego gospodarstwa rolnego. Dobre i to.

Szkoda mi bardzo tej starej Smolarni, po której został tylko zdziczały sad na skrzyżowaniu drogi z Piłki do Sierakowa. Po okolicy rozeszły się nawet mosiężne ćwieki od podłóg. Ostatni leśniczy nazywał się tak, jak brzmi łacińska nazwa pospolitego na puszczańskich łąkach żurawia. No cóż ; nie tylko książki mają swe losy.

Marek Musiał

Reklamy

Informacje o mus

puszcza notecka z nami od dziecka
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Puszczańskie losy

  1. Paweł z Drawska pisze:

    jak dojechać z Googolic do nieistniejącej już osady Kobusz ,jakimi numerami dróg z tamtąd dojechać ,gdzie w jaką drogę skręcić aby trafić do kobusza .
    Proszę o odpowiedź na me pytanie tu w komentarzu

  2. vix pisze:

    Gogolice 3 Chaty na krzyż a w pierwszej chacie jadąc od wsi miały mieszka 1 i jedyny zwykły mieszkaniec niebędący leśniczym ani leśniczówki Gogolice ani leśniczówki Smolarnia zwykły Drwal

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s